Płyta „Unspoken Words” zwiastuje pojawienie się na naszej scenie jazzowej kolejnego interesującego zespołu. Zwraca już uwagę nieczęsto spotykany zestaw instrumentów: puzon i saksofony oraz bas i perkusja. U starszych fanów przywodzi on na pamięć konstelacje, w jakich grywał Albert Mangelsdorff. Ale Biotone nie kontynuuje tradycji wielkiego Niemca. Nie oznacza to, iż w grze Polaków nie słychać świetnej orientacji w tradycji muzyki synkopowanej i bynajmniej nie wyłącznie tego jej nurtu z puzonem w roli głównej.

Wszystkie zgromadzone na krążku kompozycje wyszły spod pióra Michała Tomaszczyka. Jego utwory charakteryzują się dużym zróżnicowaniem rytmicznym następujących po sobie odcinków, które łączą solówki instrumentalistów. Dobrym przykładem są połączone na płycie ścieżki 2 i 2, układające się w ponad dwunastominutową quasi-suite. Zwraca uwagę druga część kompozycji Unfinished Dream z dynamicznym solem Tomaszczyka, przechodzącym w stylową improwizację Zielaka.

Materiał nasuwa chwilami skojarzenia z rozwiązaniami Dave’a Hollanda, stosowanymi przez niego w składach z przełomu wieków (płyty nagrywane dla ECM). Anglik także często stawiał z przodu puzon i sax, budując gęstą siatkę splatających się linii, a rytmiczną giętkość muzyce nadawał wyeksponowany instrument lidera. Również w zespole Tomaszczyka kontrabas odgrywa niepoślednią rolę. Jednak zespół Biotone, pozbawiony instrumentu harmonicznego, ma poniekąd więcej przestrzeni do wypełnienia. Poczucie dźwiękowej gęstości wywołuje prowadzenie głosów zarówno unisono, jak i w kontrapunkcie. W tak obrysowanej przestrzeni harmonicznej świetnie odnajduje się sekcja rytmiczna. Niekiedy kontrabas pretenduje do roli trzeciego głosu, a perkusja nie spełnia wyłącznie funkcji rytmicznej, interesująco dopełniając całość. Kwartet stać na nieszablonowe rozwiązania, jak choćby rzadko spotykane zestawienie puzonu i saksofonu sopranowego w utworze Do It Yourself.

Krążek formacji Biotone przynosi jazz pełen energii, z ciekawymi tematami, lecz nieco zachowawczy. Muzykom przydałoby się więcej odwagi zarówno w – zawsze świetnych – partiach solowych, jak i kompozycjach. Te ostatnie są rzetelnie skonstruowanymi całościami, starannie wykonanymi przez wszystkich członków formacji. Atoli nie od dziś wiadomo, że akurat te cechy nie zawsze są w jazzie jakościami najwyżej cenionymi. Niemniej jednak pojawienie się puzonisty Michała Tomaszczyka i jego formacji należy powitać z prawdziwą radością. Płyta „Unspoken Words” na pewno stanowi jeden z lepszych krajowych debiutów jazzowych ostatnich lat.

Maciej Nowak