Roch Siciński: Jak się zaczęła Twoja kariera muzyczna? Kiedy po raz pierwszy zetknąłeś się z jakimś instrumentem, z muzyką jazzową, i wreszcie dobór puzonu?
Michał Tomaszczyk: Rozpocząłem karierę – jeśli tak mogę powiedzieć – od nauki gry na fortepianie w szkole muzycznej pierwszego stopnia. Pod koniec szkoły, za sprawą mojego taty, który wówczas prowadził orkiestrę miejską w Szczytnie (z którego pochodzę), zainteresowałem się instrumentami dętymi. Początkowo była to trąbka, na której męczyłem się dwa lata. Tak się jednak szczęśliwie złożyło, że tata polecił mi, abym zmienił ustnik na trochę większy i w ten sposób doszedłem do puzonu. Zdałem do szkoły muzycznej drugiego stopnia w Olsztynie już z puzonem w ręku. Zdecydowanie zwrotnym punktem były big bandowe warsztaty w Nysie w wakacje 2002 roku, gdzie poznałem Grzegorza Nagórskiego. U niego właśnie uczyłem się kolejnych 8. lat, aż do ukończenia studiów, czyli do czerwca tego roku.

R.S.: Nigdy nie kusiło Cię, aby dalej zmieniać bądź modyfikować Twoje instrumentarium, choćby chwytając za puzon wentylowy?
M.T.: Kiedyś będę grał na puzonie wentylowym. Jest to w moim planie. Zastanawiałem się też nad trąbką basową. W obecnej chwili posiadam trąbkę suwakową, ale to troszeczkę inaczej działa, bo jednak jest tam ustnik trąbkowy…

R.S.: W swojej karierze doszedłeś do momentu, kiedy wydajesz debiutancką płytę kwartetu, którego jesteś leaderem. Materiał na album Unspoken Words zespołu Biotone powstał 2. lata temu. Powiedz dlaczego tak długo musieliśmy na nią czekać?
M.T.: Rzeczywiście samo nagranie miało miejsce pod koniec 2009 roku. Musieliśmy na nią czekać z powodu braku możliwości wydawniczych.

R.S.: Rozumiem, no ale teraz słychać, że warto było czekać. Panowie występujący na krążku to nie jedyny skład, w którym Biotone występował. Powiedz jak doszło do zawiązania bandu?
M.T.: Zespół powstał w Katowicach, gdy byłem na pierwszym roku studiów. Uczyłem się na tym samym roku z Sebastianem Kuchczyńskim – perkusistą i stwierdziliśmy, że musimy założyć zespół. Dobraliśmy Andrzeja Zielaka, który już wtedy skończył studia, ale mieszkał jeszcze w Katowicach i Przemka Florczaka, który był naszym starszym kolegą i bardzo nam się podobało, jak grał na saksofonie i to się do dzisiaj nie zmieniło.

R.S.: Opowiedz jak przebiegała sesja nagraniowa. Wszystko co możemy usłyszeć na krążku nagrane zostało z pierwszych take’ów?
M.T.: Szczerze mówiąc myślałem, że tak będzie, ale jak dobrze pamiętam na płytę weszły same ostatnie takes, wbrew Monkowi, ale dla dobra muzyki (śmiech). Nagrywaliśmy w studiu Tokarnia w Nieporęcie u Jana Smoczyńskiego, on też na przemian z bratem Mateuszem zajmował się inżynierką dźwięku.

R.S.: Jak wygląda kwestia dystrybucji Waszej muzyki. Kiedy i gdzie można nabyć album?
M.T.: Aktualnie sytuacja wygląda tak, że dystrybucja płyty jest w trakcie negocjacji i najprawdopodobniej 10. września będzie miała miejsce premiera albumu w dobrych sklepach muzycznych. Póki co można ją kupić na www. cdbaby.com. Dystrybutor ma też układy z wieloma różnymi sklepami internetowymi.

R.S.: Jesteś często postrzegany jako młody wyróżniający się kompozytor i aranżer. Skąd czerpiesz wzory do pisania na taki zespół, jak Biotone, czyli formację bez instrumentu harmonicznego?
M.T.: Jeśli chodzi o pisanie na zespół bez piana, to nie oglądałem się na inne wzory, tylko przelewałem na kartkę to, co miałem w głowie i to, co akurat klawisze mi wygrały. Jednak jeśli mowa o inspiracjach muzycznych, to myślę, że zbliżonym pod względem składu jest zespół Dave Holland Quintet. To grupa,której słuchałem przez pewien czas bardzo dużo. Poza nimi Joe Henderson, czy zespoły Dave’a Douglasa. Jednak ja nie szukam tylko w małych składach. Niezwykle inspirują mnie big bandy.

R.S.: Sam jesteś członkiem co najmniej dwóch dużych formacji Big Bandu Akademii Muzycznej w Katowicach i Big Bandu Krzysztofa Herdzina prawda?
M.T.: Tak, z Big Bandem Krzysztofa Herdzina zagraliśmy parę koncertów. Jeden z nich był koncertem z Marią Schneider na Warsaw Summer Jazz Days. Już przygotowany jest program z repertuarem Franka Sinatry. Najbliższe dwa koncerty z tym materiałem będą miały miejsce w Teatrze Buffo w Warszawie 29. i 30 września.

R.S.: Czy słusznie podejrzewam, że Twoim marzeniem jest założyć własny big band?
M.T.: Dokładnie tak jest. Mam to, póki co, w moich plano-marzeniach. Mam też kilka kompozycji na duży skład, z których jestem zadowolony, a następne na pewno powstaną. Nie wiem kiedy będę mógł je grać. Chociaż w ostatnim roku gdy koncertowaliśmy z Big Bandem AM to zawsze graliśmy jedną z moich kompozycji – „Inspired by B.B.”. Chodzi oczywiście o Boba Brookmeyera.

R.S.: Większą przyjemność sprawia Ci granie w dużych formacjach?
M.T.: Wiesz, ja po prostu lubię grać. Z różnymi muzykami, w różnych składach, lubię sam ćwiczyć. Jeśli chodzi o pisanie, to kręci mnie takie na big band. Można podejść do tego ambicjonalnie. Podyktować tym siedemnastu osobom wizję muzyki. To mnie fascynuje!

Rozmawiał Roch Siciński